W lutym do moich łapek wpadło sporo nowości jedne z nich przypasowały mi mniej inne bardziej aczkolwiek tych, które mi się sprawdziły było znacznie więcej. Lwią częścią oczywiście były kosmetyki kolorowe, ale znalazło się też trochę pielęgnacji .
1. MAKIJAŻ
THE BALM - NUDE`TUDE - paleta cieni
Świetna paletka cieni zdecydowanie warta swojej ceny. Można nią zrobić zarówno makijaż dzienny jak i wieczorowy. Pigmentacja jest bardzo dobra i wygodnie się nimi pracuje. Cienie się nie osypują i nie zbierają w załamaniach oraz wytrzymują na oku cały dzień. Kompozycja kolorów jest typowo nudziakowa idealna na jesień/zimę. Pomimo że opakowanie jest kartonowe to jest bardzo dobrze wykonane i nic się z nim nie dzieje.
CENA : ok 120 zł
MAKEUP REVOLUTION - DEATH BY CHOCOLATE - paleta cieni
Kolejna jesienno-zimowa paletka, której cienie równie często gościły na moich oczach w lutym. Co prawda pigmentacja nie jest aż tak dobra jak w poprzedniej ale też nie jest zła. Do tego to śliczne opakowanie <3. Nie mam też zastrzeżeń co do utrzymywania na powiece. Praca z nimi także jest przyjemna a kompozycja kolorystyczna również jest uniwersalna. Można nią wyczarować makijaże dzienne i wieczorowe. Plusem jest także to, że cienie bazowe, które notabene są używane najczęściej, są dwa razy większe niż pozostałe. Nie zmusza nas to do korzystania z dodatkowego cienia, kiedy te się wyczerpią.
CENA: ok 40 zł
THE BALM - MARY-LOU MANIZER - rozświetlacz
Na początku nie rozumiałam o co ten cały szum wokół tego kosmetyku. Porównałam go na ręce z innym moim rozświetlaczem, bo byłam ciekawa tej tafli światła, którą tak mi obiecywano. I co? I się rozczarowałam bo mój ówczesny kosmetyk bardziej odbijał światło. Aczkolwiek nie zraziłam się i już po pierwszym użyciu zrozumiałam o co chodzi. Wcześniejszy rozświetlacz co prawda bardziej się świecił ale mary-lou manizer odbijał światło w sposób tak naturalny, że miało się wrażenie że nie ma się nałożonego kosmetyku tylko skóra zdrowo promienieje. Zachwycił mnie ten efekt i chyba już nie rozstanę się z nim już nigdy.
CENA: ok 70 zł
MAKEUP REVOLUTION - paleta róży
W tym miesiącu używałam dwóch paletek w zależności od makijażu, który miałam na sobie. Hot Spice czyli ta w kolorach ciepłych ceglasto - pomarańczowych świetnie się sprawdziła w naturalnym dziennym makijażu, a Sugar&Spice , czyli chłodne róże, była idealnym dopełnieniem, kiedy używałam mocnych winnych i fioletowych pomadek. Obie są dobrze na pigmentowane i przy rozcieraniu ładnie wtapiają się w podkład. Różnorodność róży pozwala nam idealnie dopasować je do konkretnego makijażu bo znajdziemy zarówno maty, satyny jak i połyskujące wykończenie. Każda posiada także rozświetlacz aczkolwiek moja miłość do marry-lou nie pozwala mi z nich kożystać :D. Ja swoje paletki kupiłam w sklepie topdrogeria.pl, bo były sporo tańsze niż w innych sklepach.
CENA: od 20 - 30 zł
CATRICE - CAMOUFLAGE IVORY 010 - korektor w kremie
To już chyba kultowy kosmetyk, którego mało kto nie zna. Dla mnie jest to korektor do zadań specjalnych, bo jego krycie jest bardzo duże dzięki czemu zakryje nawet najtrudniejsze do zamaskowania niedoskonałości. Mimo, że jego konsystencja jest ciężka i kremowa na skórze się tego tak nie odczuwa i co najważniejsze nie zapycha co jest ogromnym plusem bo kosmetyki tego typu mają tendencje do tworzenia nowych nieprzyjaciół na naszej twarzy.
CENA: ok 12 zł
POMADKI
Nie będę tu szerzej opisywać każdej ze szminek bo chodzi tu głównie o kolor. W tym miesiącu bardzo upodobałam sobie ciemnie odcienie wina, burgundu i fioletu (koniecznie matowe). Czasem tylko pojawiał się na moich ustach ciemny brudny róż. Najczęściej używanymi przeze mnie były pomadka z Makeup revolution a mianowicie ta w kolorze Fusion - piękny ciemny fiolet . Świetnie sprawdziły się także matowe szminki z MUA: Wild Berry, czyli nasycony burgund oraz Mystic Marsala, czyli mocny, ciemny brudny róż. Największą niespodzianką była pomadka, która jest częścią paletki I heart makeup - I Am Powerfull. Pomijając jej przepiękne opakowanie nie byłam co do niej przekonana, bo po otwarciu moim oczom ukazały się drobinki :/. Po użyciu jednak ją polubiłam, ponieważ kolor przypomina ciemne czerwone wino, a drobinki praktycznie nie są widoczne. Wykończenie jest dość unikatowe bo nie jest to ani mat ani satyna tylko coś pomiędzy co jest dobre dla osób borykających się z przesuszonymi ustami.
CENA:
MUR Fusion - 5 zł
MUA Mystic Marsala, Wild Berry - ok 6 zł
I heart makeup paletka - ok 20 zł
KONTURÓWKI
Przy wcześniej opisanych pomadkach nieodłącznym narzędziem są oczywiście konturówki, bo tak ciemne kolory muszą być idealnie obrysowane. Ja używałam trzech w zależności od nasycenia pomadki. Najjaśniejsza najlepiej pasująca do ciemnych burgundów była kredka z Manchattanu w kolorze 69T. Do pomadek w kolorze wina sprawdziła się konturówka z Makeup Revolution w kolorze Vamp, a do ciemnych fioletów kredka z Manchattanu tym razem w kolorze 66T. Nie mam zastrzeżeń co do trwałości wszystkich konturówek, wszystkie dobrze spełniały swoją rolę.
CENA:
Manchattan 66T,69T - 2 zł
MUR Vamp - 5 zł
2. PIELĘGNACJA
MARION AQUA SKIN CARE - serum do twarzy
Moja skóra jest bardzo wybredna jeżeli chodzi o produkty nawilżające. Nie lubi tłustych kremów, ani takich które nie wchłaniają się do końca. To serum jest wprost dla niej stworzone bo raz, że dobrze nawilża to i wchłania się całkowicie nie pozostawiając na skórze tłustego filmu. Nie zapycha i nie uczula. Konsystencja jest bardzo leista, dzięki czemu dobrze się rozprowadza,a skóra po tym jest bardzo miękka w dotyku. Dużą zaletą jest opakowanie. Szklana buteleczka z pipetą ogranicza dostęp zarazkom. Wadą natomiast jest wydajność bo opakowanie ma tylko 20 ml i dość szybko się zużywa. Posiadam też inne serum z tej firmy z olejkiem arganowym ale moja twarz się z nim nie polubiła.
CENA : ok 8 zł
VIANEK - nawilżający krem pod oczy
Używanie go to czysta przyjemność. Nie wiem jak to zrobili ale jego konsystencja jest tak przyjemna dla skóry, że ma się wrażenie jakby się używało czegoś w rodzaju musu. Krem bardzo dobrze nawilża, jest lekki i świetnie się wchłania. Dużą zaletą jest to, że nie podrażnia wrażliwych oczu.
CENA: ok 30 zł
ORIENTANA - olejek do twarzy
Kosmetyk, który towarzyszy mi codziennie podczas wieczornej pielęgnacji. Bardzo wydajny, bo kilka kropel wystarczy na całą twarz. Super nawilża, a skóra po niem jest bardzo miękka. Ma jednak kilka wad, a mianowicie nie za dobrze się wchłania. Trzeba bardzo dokładnie go wmasowywać w skórę, a i tak pozostaje na niej tłusty film. Ziołowy zapach też nie należy do najprzyjemniejszych aczkolwiek jest to już kwestią gustu.
CENA: ok 21 zł
L'OCCITANE - odżywka do włosów werbena
Super odżywka. Numer jeden wszystkich dotychczas używanych odżywek. Włosy są po niej bardzo mięciutkie i dobrze się układają. Są puszyste ale nie puszą się w ten zły sposób. Dobrze się rozczesują, wydają się mocniejsze i gładsze. Już po pierwszym użyciu widać efekty. Ach i ten przepiękny zapach <3. Co prawda jest dość drogą zabawką ale za to jest bardzo wydajna. Ja miałam miniaturkę z shinyboxa o pojemności 50 ml i starczyła mi na ok dwa miesiące.
CENA: ok 68 zł
VASELINE - Balsam do ciała w spray'u Cocoa Radiant
Ogólnie jestem leniwym stworzonkiem i nie chce mi się balsamować ciała, jednakże ten kosmetyk zmienił moje podejście do tego procederu. Wydaje mi się, że to przez jego innowacyjność, czyli formę sprayu. Nie lubię w balsamach tego, że są dość ciężkie, źle się wchłaniają i zostawiają na skórze tłusty film. Ten balsam jest tego całkowitym przeciwieństwem. Lekki, dzięki swojej formie nie nałożymy go za dużo, błyskawicznie się wchłania. Skóra jest nawilżona i miękka a nie tłusta i klejąca. Jak dla mnie hit :)
CENA: ok 26 zł
PILATEN - czarna maska na zaskórniki
O tym produkcie krążą już legendy. Świetna maseczka peel of dla osób, które borykają się z problemem tzw. wągrów. Należy tu pamiętać, żeby przed użyciem otworzyć nieco pory naszej twarzy. W przeciwnym razie skuteczność działania nie będzie taka spektakularna. Najłatwiejszym sposobem jest zrobienie tzw. parówki albo po prostu nałożyć maseczkę bezpośrednio po wyjściu spod gorącego prysznica. Maseczka bardzo mocno przykleja się do skóry, dzięki czemu tak dobrze usuwa zaskórniki. Po użyciu twarz jest mega gładka ,a na zdjętej masce można zaobserwować jakie brzydkie rzeczy siedzą w naszej skórze ( nie dla wrażliwych ). Ale żeby nie było za różowo, kosmetyk posiada też dość duże wady. Pierwszą z nich jest to, że jeżeli nałożymy ją na całą twarz to ściągnięcie jej jest bardzo bolesne, gdyż wyrywa nam włoski i ciągnie skórę. Druga wada to to, że okrutnie śmierdzi. Nie wiem jaki to zapach ale kojarzy mi się z czymś chemicznym. Jednakże zalety znacznie przewyższają wady i warto raz na jakiś czas pocierpieć za cenę oczyszczonej skóry.
CENA : ok 35 zł
przez
Blokotka
Brak komentarzy :
Prześlij komentarz